Strona internetowa dla artysty – kiedy design przeszkadza

Strony marek artystycznych są dla mnie szczególnie ciekawe do analizowania. Z jednej strony powinny przecież pokazywać charakter twórcy, jego estetykę i sposób pracy. Nie chcemy, żeby fotograf, ilustratorka czy osoba prowadząca warsztaty artystyczne miała stronę wyglądającą jak witryna kancelarii prawnej.
Z drugiej strony nadal jest to strona internetowa, która ma coś robić. Ma prowadzić do zapisu, sprzedaży, kontaktu albo konkretnej oferty.
I właśnie na styku tych dwóch potrzeb bardzo łatwo przesadzić.
Bohaterką dzisiejszego audytu jest marka artystyczna skupiona przede wszystkim wokół cyjanotypii. Na stronie można znaleźć warsztaty, produkty potrzebne do samodzielnego tworzenia, informacje o autorce, sklep, a w planach są również reprodukcje prac oraz Klub Kobiet Twórczych.
Kiedy zapytałam właścicielkę, jaki jest główny cel strony, odpowiedź była bardzo konkretna: prezentacja oferty i budowanie zaufania. Osoba trafiająca na stronę powinna przede wszystkim zapisać się na warsztat albo odezwać się w sprawie poprowadzenia warsztatu. Dopiero w dalszej kolejności pojawia się sklep i zakup produktu.
To bardzo ważna informacja, bo właśnie przez jej pryzmat powinno się oceniać całą stronę.
I po jej przejrzeniu miałam jedno mocne wrażenie:
To kolejny wpis z mojej serii audytów stron internetowych. Jeśli chcesz zobaczyć wcześniejsze przykłady, zajrzyj także do audytu strony Ani Hnatyszak, gdzie analizowałam stronę fotografki sprzedającej autorskie prace, oraz do audytu strony wirtualnej asystentki, w którym przyglądałam się przede wszystkim temu, czy strona rzeczywiście prowadzi użytkownika do umówienia rozmowy i czy wspiera SEO.
Audyt strony internetowej
Ze mną możesz to zmienić.
Oferuję profesjonalny audyt strony internetowej. Dzięki niemu zidentyfikujesz problem i go rozwiążesz.
1 000,00 zł
Strona internetowa dla artysty nie jest internetowym plakatem
Pierwszy ekran analizowanej strony robi wrażenie. Są akwarelowe plamy, zdjęcia prac, charakterystyczna typografia i dużo elementów, które od razu budują artystyczny klimat marki.
Tylko że bardzo szybko pojawia się problem: te wszystkie rzeczy zaczynają ze sobą konkurować.
Akwarelowe tło znajduje się także pod tekstem, przez co miejscami utrudnia jego czytanie. Co więcej, odciąga uwagę od samych prac, które w przypadku takiej marki powinny przecież być jednym z najmocniejszych elementów wizualnych.
Później podobny schemat pojawia się jeszcze kilka razy. Duże cytaty na akwarelowych tłach zajmują bardzo dużo miejsca i mocno przyciągają wzrok. Wizualnie zachowują się trochę tak, jakby były najważniejszym komunikatem strony.
Tylko biznesowo nim nie są.
Najważniejszą informacją nie jest przecież cytat. Ważniejsze jest to, że można przyjść na warsztaty, sprawdzić najbliższy termin albo zaprosić twórczynię do przeprowadzenia warsztatu dla swojej grupy.
To dobry przykład problemu, który często pojawia się, kiedy powstaje strona internetowa dla artysty lub twórcy. Chcemy wykorzystać możliwie dużo elementów związanych z marką i pokazać jej charakter, ale po drodze łatwo zgubić hierarchię.
A element może być piękny sam w sobie i jednocześnie nie pomagać stronie.
Na stronie jest dużo, ale brakuje najprostszych odpowiedzi
To właśnie ten paradoks, o którym wspomniałam na początku.
Jest dużo dekoracji, dużej typografii, akwarelowych plam, zdjęć i elementów przyciągających uwagę. Jednocześnie brakuje krótkiej, uporządkowanej treści, która odpowiada na kilka bardzo prostych pytań:
I właśnie tutaj design zaczyna utrudniać realizację celu biznesowego.
Jeżeli najważniejszą akcją na stronie jest zapis na warsztat, przycisk prowadzący do warsztatów powinien być widoczny bardzo wysoko. Jeśli drugim celem jest pozyskiwanie współprac, obok niego powinno się znaleźć jasne CTA typu:
Zobacz najbliższe warsztaty
oraz
Zaproś mnie do poprowadzenia warsztatu
Tymczasem przyciski pojawiają się znacznie niżej. Użytkownik musi najpierw przebrnąć przez kolejne sekcje, zanim strona zaproponuje mu działanie odpowiadające jej głównemu celowi.
A warto pamiętać, że użytkownicy stron internetowych nie zachowują się jak czytelnicy książki. Nie zaczynają od pierwszego słowa i nie kończą na ostatnim.
Najczęściej skanują stronę wzrokiem, szukając rzeczy, które w danym momencie są dla nich istotne.
Podobny problem pojawił się zresztą w audycie strony wirtualnej asystentki. Tam kluczowym celem było umówienie rozmowy, ale droga do tego działania nie była wystarczająco czytelna. W obu przypadkach problem nie polega więc na braku estetyki czy treści, tylko na tym, że najważniejsza akcja nie została odpowiednio wyeksponowana.
Treść jest, ale trudno ją szybko przyswoić
Dobrym przykładem jest sekcja „Inspirujący wieczór ze sztuką”. Informacje można byłoby rozłożyć na mniejsze części, dodać śródtytuły, wyciągnąć pojedyncze korzyści albo połączyć krótsze fragmenty tekstu ze zdjęciami.
Podobnie jest w sekcji „O mnie”. Treści nie brakuje, ale trzeba zdecydować się na jej przeczytanie. Trudniej szybko wychwycić z niej doświadczenie, charakter działalności czy rzeczy, które mają przekonać potencjalnego klienta, że warto zaufać właśnie tej osobie.
I znów pojawia się ciekawy kontrast: duży dekoracyjny cytat zajmuje czasem więcej miejsca niż informacje, które naprawdę pomagają podjąć decyzję zakupową.
Najważniejsze informacje o warsztacie nie powinny wymagać czytania całej strony
Sama podstrona poświęcona warsztatom cyjanotypii jest jedną z tych, do których miałam najmniej zastrzeżeń. Pojawiają się zdjęcia, opis procesu, wyboldowania i więcej konkretów.
Problemem pozostaje sposób prezentacji tych najważniejszych.
Na analizowanej stronie te dane są umieszczone wewnątrz większych bloków tekstowych. Dopiero podczas czytania dowiadujemy się, że jeden warsztat odbywa się w Gnieźnie, a drugi w Pile. Podobnie trzeba wyszukiwać informacje dotyczące czasu trwania czy wielkości grupy.
Znacznie skuteczniejszy byłby osobny blok:
Piła | 11 kwietnia | 2 godziny | X zł | maks. X osób
i dopiero poniżej dłuższa opowieść o tym, czego można się nauczyć i jak wygląda spotkanie.
To drobna zmiana wizualna, ale z punktu widzenia użyteczności robi ogromną różnicę.
To rozwiązanie dobrze wykorzystuje chociażby NatStoneArt, która jest według mnie bardzo dobrym przykładem strony w podobnej branży. Zdjęcia prac i warsztatów są przeplatane opiniami, dzięki czemu strona pozostaje wizualna, ale jednocześnie cały czas dostajemy informacje pomagające podjąć decyzję.
Opinie mają jeszcze jedną zaletę: są normalną treścią tekstową, więc również mogą wspierać SEO strony.
Strona może wyglądać na pełną, a jednocześnie mieć za mało treści dla Google
To szczególnie dobrze widać w sklepie.
Na stronie są produkty, duży baner zapowiadający Klub Kobiet Twórczych, zdjęcia i część poświęcona marce, ale tekstu opisującego ofertę jest bardzo niewiele.
Dla człowieka oznacza to mniej informacji przed kliknięciem w produkt. Dla Google — mniej kontekstu pozwalającego zrozumieć, czego właściwie dotyczy sklep.
W przypadku produktów związanych z cyjanotypią naprawdę nie trzeba pisać ogromnych opisów. Już jedno czy dwa zdania przy kafelku produktu mogą sporo zmienić.
Zamiast samego:
Papier do cyjanotypii
można napisać, że jest to gotowy papier światłoczuły dla osób, które chcą spróbować tej techniki bez samodzielnego przygotowywania podłoża.
Przy zestawie można od razu powiedzieć, czy nadaje się dla początkujących i co można z jego pomocą zrobić.
Bardzo dobrym dodatkiem byłoby też FAQ odpowiadające na pytania takie jak:
To właśnie takie treści powodują, że strona internetowa dla artysty zaczyna działać nie tylko jako galeria, ale również jako źródło informacji, które może pojawiać się w wynikach wyszukiwania.
To zresztą ciekawy kontrast wobec audytu strony Ani Hnatyszak. Tam głównym problemem było to, że strona sprzedająca fotografie wyglądała bardziej jak portfolio niż sklep. Tutaj z kolei produktów i oferty nie brakuje, ale ich widoczność osłabia nadmiar elementów dekoracyjnych i zbyt mała ilość treści, która pomaga użytkownikowi zrozumieć, co właściwie może kupić.
Kiedy formularzy jest dużo, użytkownik może nie wiedzieć, co właściwie wybiera
Podczas audytu zwróciłam też uwagę na liczbę różnych formularzy.
Jest osobny zapis na warsztat, pojawia się lista zainteresowanych Klubem Kobiet Twórczych, newsletter oraz jeszcze jedna forma zapisu wymagająca podania adresu korespondencyjnego.
I tutaj problemem nie jest sama liczba formularzy. Każdy z nich może mieć sens.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy użytkownik nie rozumie różnicy.
W przypadku formularza wymagającego adresu pocztowego wcześniej powinna pojawić się bardzo jasna informacja, że chodzi o prawdziwe listy wysyłane pocztą. Bez tego proszenie obcej osoby o adres może zwyczajnie odstraszać.
Z kolei określenie „subskrypcyjny Klub Kobiet Twórczych” naturalnie może kojarzyć się z płatną subskrypcją. Jeżeli użytkownik w rzeczywistości zapisuje się dopiero na bezpłatną listę zainteresowanych, trzeba powiedzieć mu to wprost.
Dobra strona internetowa nie powinna zmuszać odbiorcy do domyślania się, co stanie się po kliknięciu przycisku.
Sklep i strona główna powinny być częścią jednego świata
Dodatkowym utrudnieniem jest to, że sklep znajduje się na subdomenie i po przejściu do niego strona zaczyna zachowywać się trochę jak osobny serwis.
Kliknięcie logo prowadzi z powrotem do strony głównej sklepu, a nie do głównej witryny marki. Nie ma więc oczywistej ścieżki powrotu.
To pozornie mały szczegół, ale znowu dokładamy użytkownikowi kolejną decyzję:
Im mniej użytkownik musi zastanawiać się nad obsługą strony, tym więcej uwagi może poświęcić temu, co naprawdę chcemy mu pokazać.
Strona internetowa dla artysty może być piękna i jednocześnie skuteczna
Najważniejsze jest dla mnie to, że po takim audycie nie powiedziałabym: „usuńmy wszystkie artystyczne elementy i zróbmy minimalistyczną białą stronę”.
To byłoby pójście w zupełnie niewłaściwą stronę.
Charakter marki jest tutaj ogromną wartością.
Najważniejsze komunikaty powinny być najbardziej widoczne. Warsztaty powinny być łatwe do znalezienia. Data i miejsce nie powinny ginąć w tekście. Opinie powinny pojawiać się tam, gdzie użytkownik zastanawia się nad zakupem. Dekoracyjne elementy powinny wzmacniać prace i ofertę, a nie walczyć z nimi o uwagę.
Właśnie dlatego świetnym przykładem do inspiracji jest dla mnie wspomniana wcześniej strona NatStoneArt. Ona również jest wizualna i artystyczna, ale od początku wiemy, że chodzi o cyjanotypię i warsztaty. Widać ofertę, pojawiają się opinie i nie trzeba zastanawiać się, czego strona od nas oczekuje.
Chcesz sprawdzić, co blokuje Twoją stronę?
Jeżeli podczas czytania tego audytu zaczęłaś się zastanawiać, czy Twoja własna strona również nie utrudnia użytkownikowi dotarcia do najważniejszych informacji, możesz zamówić u mnie audyt strony internetowej.
Nie patrzę tylko na to, czy strona wygląda dobrze. Sprawdzam również, czy użytkownik wie, gdzie trafił, co może u Ciebie zrobić i czy droga do zakupu, zapisu albo kontaktu jest wystarczająco prosta.
Jeżeli natomiast chcesz mieć możliwość zgłoszenia swojej strony do jednego z kolejnych bezpłatnych audytów, zapisz się na mój newsletter.
Na dole tej strony możesz pobrać bezpłatną:
„Checklistę sklepu internetowego”
Po pobraniu checklisty dołączysz do listy mailowej. To właśnie w newsletterze publikuję kolejne audyty oraz udostępniam możliwość zgłoszenia swojej strony do bezpłatnej analizy.

